Epizody ŁKS: Kraina kangurów nie dla nas…

przeplatanka550-300

Związki ełkaesiackich osobistości i Australii są interesującym epizodem w dziejach łódzkiego klubu. Dziś przypomnimy małą część tej historii.

Piłkarzy Łódzkiego Klubu Sportowego, którzy wyemigrowali na ten kontynent było kilku i opowiemy o nich przy innej okazji. Tym razem skupimy się natomiast na nieudanej, koniec końców, eskapadzie łodzian, do której miało dojść w połowie lat ’70.

Natrafiliśmy ostatnimi czasy na wspomnienia red. Adama Ochockiego, znanej postaci z łódzkiego świata dziennikarskiego, który opisał wspomniany przez nas epizod na łamach trzeciej części serii swoich książek zatytułowanej „Erika zdradza tajemnice”.

Znany przedwojenny (i powojenny) dziennikarz „Expressu Ilustrowanego” w 1974 roku był już na emeryturze i to właśnie wówczas przyszedł mu do głowy pomysł sprowadzenia do Australii piłkarzy ŁKS-u. Ochocki nie zajmował się sportem, ale i nie stronił od tych tematów (był sprawozdawcą z Igrzysk Olimpijskich w Melbourne w 1956 roku), ponadto cieszył się uznaniem kolegów po fachu i rozległymi znajomościami.

Dzięki kontaktowi do kuzyna przebywającego w Australii – Stefana Kalusa, łódzki dziennikarz skontaktował się z Michałem Weinsteinem – prezesem Victiorian Soccer Federation i wiceprezesem ogólnoaustralijskiej federacji piłkarskiej (!), który w latach młodości spędzonych w Łodzi głęboko w sercu zachował i ŁKS, i piłkarzy – z Wawrzyńcem Cyllem, Janem Durką, Zygmuntem Otto, Władysławem Królem i Antonim Śledziem na czele.

Ochocki przedstawił propozycję wyjazdu do Australii ówczesnemu prezesowi ŁKS-u Wacławowi Zatke, a ten z kolei zarządowi klubu. Warunki dla ŁKS-y były wyśmienite. Wszelkie koszta związane z przelotami, noclegami w hotelach, utrzymaniem i załatwieniem wiz (pamiętajmy, że był to ciężki czas PRL-owskiego koszmaru) pokrywała strona australijska.

W Łodzi wszyscy byli szczęśliwi. Na Antypodach w siódmym niebie. Liczna Polonia (także łódzka i ełkaesiacka) nie mogła się doczekać przyjazdu „Rycerzy Wiosny”, a tamtejsza prasa bez końca przypominała sylwetkę „bramkarza wszech czasów” Jana Tomaszewskiego.

Gdy wydawało się, że wszystko jest zapięte pod ostatni guzik pod koniec 1975 roku nastąpił nieoczekiwany (dziwny?) regres formy piłkarzy z al. Unii 2, którzy zanotowali serię porażek. Zatrwożone formą ełkaeskiaków centralne władze piłkarskie obawiały się kompromitacji sportowej w Australii więc (nie pierwszy, a i nie ostatni raz w historii naszego klubu) zaingerowały w kolei wypadków.

Wymarzony wyjazd do krainy kangurów zafundowano Legii Warszawa (ponoć zaproponował to sam… red. Adam Ochocki). Ogromne zainteresowanie Polaków (ale nie tylko ich) mieszkających w Australii spowodował, że wyprawa na przełomie stycznia i lutego 1975 roku okazała się wielkim sukcesem. Samym legionistom przysporzyła wiele satysfakcji i korzyści.
A ŁKS… ŁKS musiał obejść się smakiem.

Źr. Lecę z Legią do Australii w: Adam Ochocki, Erika zdradza tajemnice, Łódź, 1989.

oprac.
Remek Piotrowski

©ŁKSFANS.PL