Jerzy Sadek – Bombardier

Jerzy Sadek

Jerzy Sadek urodził się 13. stycznia 1942 roku w Radomsku. Swoją przygodę z piłką zaczynał w dwóch miejscowych klubach – Stali oraz Czarnych, które powstały na długo przed założeniem bardziej znanego RKS-u, mającego na swoim koncie epizod w polskiej ekstraklasie na początku tego stulecia. W 1962 roku młody napastnik trafił do Łódzkiego Klubu Sportowego. Co ciekawe, na początku przymierzany był do gry w trzecioligowym wówczas Widzewie – rozegrał nawet kilka meczów sparingowych w jego barwach. Szybko jednak okazało się, że jest na tyle dobry, iż z powodzeniem może grać w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Na pierwszoligowych boiskach zadebiutował w spotkaniu otwierającym ligowy sezon 1962/63 z Pogonią Szczecin (zwycięstwo ŁKS 3:0); na premierową bramkę czekał równo miesiąc do spotkania z warszawską Gwardią (wygrana biało – czerwono – białych 3:2) . Od samego początku cechował go tak ważny dla ofensywnych graczy „ciąg na bramkę”. Ponadto wyróżniał się bardzo dobrą grą głową i piekielnie mocnym strzałem, który stał się jego „znakiem firmowym”. Ogółem, dla klubu z al. Unii zdobył 102 gole (68 w I oraz 34 w II lidze), co czyni go najlepszym snajperem ŁKS w historii ligowych rozgrywek. Ponadto w sezonie 1970/71 został królem strzelców II ligi z 15. bramkami na koncie, dzięki czemu w dużej mierze przyczynił się do powrotu – po trzech latach przerwy – łódzkiej jedenastki do ekstraklasy.

W barwach „Rycerzy Wiosny” grał do 1972 roku. Następnie wyjechał na zachód, do Holandii, gdzie występował w HFC Haarlem (1973) oraz w Sparcie Rotterdam (1973-1976). Na koniec kariery wrócił na „stare śmiecie” do ŁKS, kończąc ostatecznie swoją piłkarską przygodę w 1978 roku. Później próbował jeszcze swoich sił jako trener, szkoląc grupy młodzieżowe – w pracy tej jednak nie udało mu się zrealizować.

W reprezentacji Polski występował w latach 1965 – 1971. Co ciekawe, powoływany był do niej także w czasie gry w II lidze, razem z kolegą z drużyny, Bolesławem Szadkowskim. W kadrze wystąpił w 18. spotkaniach, uzyskując przy tym 6 bramek (4 w eliminacjach do mistrzostw świata i Europy; 2. w meczach towarzyskich). W debiucie (1:1 ze Szkocją) zaliczył prawdziwe „wejście smoka”. Nie dość, że strzelił ważnego gola, to piłka po jego uderzeniu przerwała siatkę bramki popularnej The Tartan Army!

Prawdziwą furorę zrobił jednak dopiero na początku następnego roku, w towarzyskim spotkaniu z szykującą się do mistrzostw świata reprezentacją Anglii, która notabene w kilka miesięcy później zdobyła to trofeum. Mecz rozgrywany był w Liverpoolu, na stadionie Goodison Park, gdzie swoje ligowe pojedynki rozgrywa drużyna Evertonu. Wynik, który padł był zaskakujący – 1:1, a bohater dzisiejszego artykułu strzelił bramkę, która przez długi czas dawała Polsce prowadzenie. Po meczu, brytyjska prasa nie mogła wprost wyjść z podziwu dla umiejętności napastnika Łódzkiego Klubu Sportowego, porównując go do słynnego Tomm’iego Lawton’a, gwiazdy wyspiarskiego piłkarstwa okresu powojennego, który w najwyższej, angielskiej klasie rozgrywkowej strzelił ponad 100 goli! Zachwyceni grą snajpera z al. Unii byli również włodarze samego Evertonu, którzy wg legendy oferowali mu kontrakt zaraz po końcowym gwizdku. Dodatkowo gotowi byli przelać na konto klubu (sic!) astronomiczną jak na owe czasy sumę – 100 tys. funtów szterlingów.

Do transferu jednak nie doszło, co nikogo w kraju nie zaskoczyło. W owych czasach piłkarze mogli przeważnie liczyć na wyjazd za granicę dopiero po ukończeniu 30. roku życia; tak na marginesie – pierwszym zawodnikiem ŁKS, któremu pozwolono na kontynuowanie kariery w klubie zachodnim był Stefan Szefer (1968), reprezentant Polski, a później także USA (nie liczę tu przypadków podobnych do casusu Henryka Szczurzyńskiego – jednego z najlepszych w historii bramkarzy naszego Klubu – który wyemigrował pod koniec lat 50. do Australii i przez pewien czas grał w tamtejszych drużynach polonijnych).

Jerzy Sadek należy do grona najlepszych napastników Łódzkiego Klubu Sportowego w historii. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jako klasyczna „dziewiątka” nie ma sobie równych na tej pozycji. Kto wie, jak potoczyłyby się jego losy, gdyby w 1966 roku wyjechał do Anglii. Wydaje się, że dzięki swym umiejętnościom, pasowałby do brytyjskiego futbolu – wspomniana wcześniej świetna gra głową, waleczność, wreszcie atomowy strzał z dystansu. O tym jednak, ani jemu, ani polskim kibicom nie dane było się przekonać.

Książe_Nibeusz

©ŁKSFANS.PL