Komentarz po meczu

DCS_6334

Czternaście kolejek trzeciej ligi i już wiadomo, że o awans będzie niezmiernie ciężko. Na dzisiaj – jest w kratkę. Dobre zagranie – złe zagranie. Dobre podanie – złe podanie. I tak niemal w każdym ligowym meczu. Ktoś powie, że to przecież tylko trzecia liga. Nawet jednak tutaj wymagać możemy „podstaw”, tym bardziej gdy reprezentuje się jeden z najbardziej zasłużonych klubów w Polsce.

Nie siedzę w głowach naszych piłkarzy i trenerów. Nie mam prawa dorabiać ideologii i snuć domysłów na temat tego, co dzieje się wewnątrz drużyny. Ponieważ trenerzy Marek Chojnacki i Dariusz Bratkowski na co dzień pracującą ze swoimi podopiecznymi, nie mogę nawet podważać decyzji personalnych i narzekać na to, że zawodnik Kowalski biega po boisku gdy zawodnik Iksiński grzeje ławę. Nie podejrzewam naszych szkoleniowców o masochizm, a co za tym idzie – mniemam, że wybierają na każdy kolejny mecz najlepszą jedenastkę.

Mam jednak prawo mówić o faktach, o tym, co widać (od dawna) gołym okiem, co się powtarza, a czego nie jestem w stanie pojąć.
Kilka przypadków pierwszych z brzegu (niech piłkarze wybaczą mi, że ten jeden raz będzie personalnie; ma to na celu jedynie zobrazować problem i jest w gruncie rzeczy opinią subiektywną).
Aleksandrowi Ślęzakowi (stać go na wiele) od miesięcy nikt nie jest w stanie wbić go głowy, że jego nieodpowiedzialne faule prokurują kolejne rzutu karne, wolne i osłabiają zespół. Damianowi Pawlakowi i Arturowi Golańskiemu mających tak zwane „papiery”, aby dać temu zespołowi coś „ekstra” i to zarówno z tyłu jak i przodu, nikt nie jest w stanie dać pewności siebie i przekuć ich potencjału w jakieś konkretne „dobro” dla zespołu. Jest przeciętnie, jest nijak.
Brazylijczykowi Rodrigo, który umiejętnościami technicznymi przewyższa dziewięćdziesiąt pięć procent graczy tej ligi, nikt dotąd skutecznie nie pomógł (bo widać to na boisku) wyjść z „dołka” – choć w pojedynczych zagraniach widać nadal, że to gracz z wyższej półki, od wielu spotkań jest zagubiony, spuszcza nisko głowę, po jednym świetnym zagraniu, następne przynosi stratę piłki. Nie twierdzę, że takich prób nie podejmowano – twierdzę, że nie ma zauważalnych skutków pracy z zawodnikiem.
Nikt też (na murawie, a co za tym idzie myślę, że i na ławce) nie jest w stanie pomóc Adamowi Patorze, który coraz częściej, aby dotknąć piłki musi cofać się na połowę ŁKS-u, a osamotniony traci siły i gdy już znajdzie się w dogodnej okazji strzeleckiej brakuje mu i koncentracji, i sił.
Duży potencjał drzemie w Mariuszu Cichowlasie i Dawidzie Sarafińskim. Obaj ostatnio grzechów na sumieniu mają mniej niż inni, wciąż jednak z jakiś powodów rzeczony „potencjał” rozmieniany jest na drobne. Marcin Zimoń ambicją mógłby obdzielić kilka drużyn piłkarskich, jego braki techniczne i kiepskie wyprowadzenie piłki każą jednak zastanowić się, czy tak odpowiedzialne miejsce na boisku (przy takiej dyspozycji piłkarza) są zwyczajnie na miejscu. Młodzieżowcy wyglądają na przestraszonych (z trybun nie widać, aby ktoś próbował im pomóc, dodać pewności siebie), Tomasz Ostalczyk gra w kratkę (fakt, jest po kontuzji).

Nie jestem też pewny, czy jedynym usprawiedliwieniem przeciętnych wyników jest – „gramy tymi, których mamy, na więcej nas nie stać”. Nie jestem wróżką i nie podejmę się rozsądzenia, czy wina takiego stanu rzeczy leży bardziej po stronie sztabu, piłkarzy, czy presji jaką na drużynie wywierają kibice.

Niemniej, nie sposób ukryć, że piłkarze po niezłym początku sezonu stracili werwę, świeżość, w defensywie w każdym niemal meczu popełniają kilka karygodnych błędów i nie jest to wina skomplikowanego systemu gry, czy taktyki. Pokutują: brak koncentracji, zaskakująca nawet jak na trzecią ligę nieumiejętność czytania gry (czy chociażby rozumienia konsekwencji najprostszych zagrań), brak komunikacji i boiskowego myślenia. Żal patrzeć jak w ostatnich meczach nasi zawodnicy potykają się o własne nogi. I biją głową w mur, „wijąc” się bezradnie z coraz większą frustracją. W to, że bardzo chcą – nie wątpię. Aby awansować „samo chcenie” to jednak stanowczo za mało. Potrzebna jest praca. Chyba nie tylko ta stricte piłkarska.

Remek Piotrowski

©ŁKSFANS.PL