Komentarz po pierwszym meczu

10341837-751109368262218-5292645373116426617-n.1000

Ełkaesiacy udanie zainaugurowali nowy sezon. A koncert gry pomiędzy dwudziestą a czterdziestą piątą minutą spotkania pozwala mieć nadzieję, że podopieczni trenerów Marka Chojnackiego i Dariusza Bratkowskiego będą mieli „coś” do powiedzenia w trzeciej lidze.

Póki co, należy jednak zachować zimną głowę. Pierwszy mecz, nawet najbardziej udany, to tylko impuls, dlatego tak ważne jest, aby po wyciągnięciu wniosków i analizie meczu w Raciążu, nasi zawodnicy szybko o nim zapomnieli i skupili swą uwagę na treningach i przygotowaniach do kolejnego spotkania.

To, co podobało się w grze ŁKS-u (a co rzucało się w oczy już podczas meczu z Pogonią Lwów) to funkcjonowanie lewej strony. Artur Golański, Damian Pawlak i Brazylijczyk Martins potrafią wymienić kilka celnych podań z pierwszej piłki, zaskoczyć rywala i popisać się dryblingiem. Gdy dodamy do tego groźne strzały z dystansu i dokładne centry (autorstwa Golańskiego i Martinsa) można zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie lewe skrzydło będzie atutem ełkaesiaków w tym sezonie.

Znacznie gorzej wypadła młodzież na prawej stronie i to stąd groziło Michałowi Kołbie największe zagrożenie. Dużo prostych strat, niedokładności i braki w kryciu do najcięższe grzechy występujących po tej stronie boiska piłkarzy. Pierwsze koty za płoty, młodych graczy w żadnym razie nie należy przez to skreślać, bo im „wybaczyć” można więcej. Ale pracy przed nimi bardzo wiele.

Sporo prawdy o grze ŁKS-u powie nam kolejny mecz ligowy, także dlatego, że łodzianie mogli sobie w Raciążu pozwolić na grę z kontry i częste posyłanie długich piłek, niekiedy nawet z pominięciem drugiej linii. W Łodzi trzeba będzie zagrać w ataku pozycyjnym i częściej wymieniać krótkie podania, a z tym nie tylko ŁKS ma w Polsce problem. Liczymy na lewe skrzydło.

ŁKS wysłał nam w Raciążu dość sprzeczne sygnały – z jednej strony trzy ładne bramki, z drugiej zaś – spora ilość nie wykorzystanych sytuacji podbramkowych i problemy z „ustawieniem” sobie gry, gdy rywal został osłabiony czerwoną kartką. Z jednej strony – pewna gra w obronie i brak większych błędów, z drugiej – nieoczekiwane momenty dekoncentracji i szkolne pomyłki w defensywie.
Na ile to, zrozumiały na tym etapie rozgrywek brak ustabilizowania formy i zgrania, na ile „presja” pierwszego meczu, a na ile w końcu potencjał tej drużyny, przekonamy się wkrótce. Ełlkaesiaków za występ z Błękitnymi pochwalić jednak trzeba.

Remek Piotrowski

©ŁKSFANS.PL