Mamy to! ŁKS – Siarka 4:2

32257644_1864745340231943_8677872406708092928_n

Piłkarze ŁKS-u zdali w sobotę piłkarski egzamin dojrzałości. Pokonali 4:2 Siarkę Tarnobrzeg, a że inne wyniki okazały się dla nas korzystne już dziś świętujemy awans do pierwszej ligi. Sportowa Łódź jest w siódmym niebie, sportowa Łódź dziś długo nie zaśnie.

Przy okazji meczu z Siarką nie dało się uciec od tematu ewentualnego awansu i fety z okazji promocji do pierwszej ligi, gdyby bowiem ełkaesiacy ograli ekipę z Tarnobrzega, a w Poznaniu Warta poradziła sobie z Radomiakiem (musiał wygrać też GKS), sukces łodzian zostałby definitywnie przesądzony. Ale zadanie ogrania nieobliczalnej ekipy z Podkarpacia tylko pozornie należało do łatwych…

Ełkaesiacy pomni ostatnich doświadczeń ruszyli do zdecydowanych ataków od początku. Rywale nie mieli nawet chwili wytchnienia, aby rozegrać spokojnie piłkę, co więcej poza pressingiem, od pierwszego gwizdka arbitra przejawiali gospodarze ochotę do szybkiej kombinacyjnej gry, nierzadko zresztą na jeden kontakt. W 4. minucie Patryk Bryła natarł na golkipera gości z taką furią, że ten popełnił błąd, futbolówka znalazła się pod nogą Wojciecha Łuczaka, a ten pomimo ostrego kąta huknął wprost do siatki (1:0).

Kiedy wydawało się, że ŁKS rozniesie rywala na strzępy do głosu niespodziewanie doszli goście. W 9. minucie zaspali obrońcy, Grzesik dośrodkował piłkę na pole karne a Michała Kołbę strzałem głową pokonał Krzysztof Ropski. Niezrażeni niepowodzeniem łodzianie ruszyli na bramkę Przemysława Janowskiego ponownie, dwie doskonałe sytuacje do zdobycia bramki zmarnował Jakub Kostyrka (w drugiej z nich młody pomocnik przegrał pojedynek z bramkarzem), niemniej po chwili to tarnobrzescy zawodnicy wyszli na prowadzenie. Piękne uderzenie z rzutu wolnego z dwudziestu pięciu metrów autorstwa Jakuba Księżniakiewicza wywołało konsternację na trybunach (1:2), co jednak najważniejsze – nie złamało łódzkich kibiców, nie złamało i łódzkich piłkarzy.

Na pomeczowej konferencji prasowej trener Siarki Włodzimierz Gąsior przyznał, że ŁKS dzisiaj przewyższał jego podopiecznych „chciejstwem”, imponował determinacją. Faktycznie, bez względu na wynik grali dziś ełkaesiacy konsekwentnie, nie odpuszczając ani przez chwilę, walcząc i o każdą piłkę, i o każdy metr boiska. Opłaciło się! Choć w 26. minucie po główce Maksymiliana Rozwandowicza futbolówka odbiła się tylko od słupka, już kilkadziesiąt sekund później udało się naszym zawodnikom doprowadzić do wyrównania.

Świetnie z lewego narożnika boiska dośrodkował Bartosz Widejko, a Wojciech Łuczak huknął z pierwszej piłki tak, że Janowski nie miał na skuteczną interwencję najmniejszych szans (2:2). Tę pierwszą niezwykle efektowną połowę, którą i bezstronni obserwatorowie zapewne oglądali z zapartym tchem, zwieńczyła najładniejsza akcja meczu. Piłka jak po sznurku wędrowała pomiędzy ełkaesiakami, wreszcie Ievgen Radionov kapitalnie zagrał na wolne pole do Patryka Bryły, a ten przerzucił piłkę nad bramkarzem i wyprowadził swój zespół na prowadzenie (3:2).

Kropkę nad „i” postawili „Rycerze Wiosny” po przerwie, zanim jednak do tego doszło, jeden z naszych piłkarzy (czy nie był to przypadkiem Przemysław Kocot?) zdecydował się zaskoczyć bramkarza strzałem z kilkudziesięciu metrów i… pomylił się nieznacznie. Rozgrywający kolejny udany mecz defensywny pomocnik dziś na listę strzelców nie zdołał się wpisać, ale zaliczył ważną asystę. W 62. minucie Kocot zagrał miękko w pole karne do Łuczaka, ten wywiódł w pole obrońcę i płaskim strzałem zapewnił drużynie spokojną końcówkę spotkania (4:2).

Trzy gole sprowadzonego w zimie pomocnika w najważniejszym meczu sezonu, a i jego wysoka dyspozycja w kilku poprzednich spotkaniach rozwiała wątpliwości – taki zawodnik w środku pola był nam po prostu potrzebny. Z Siarką Łuczak rozegrał popisową partię, świetnie spisali się też jego koledzy. Na czwartym trafieniu festiwal strzelecki ełkaesiaków wcale nie musiał się dziś zakończyć, bo świetne okazje do podwyższenia prowadzenia mieli po tym jeszcze dwukrotnie Radionov i Bryła. Nie udało się, ale czy kogoś do martwi?

Nestor łódzkich dziennikarzy sportowych, redaktor Wojciech Filipiak na dzisiejszym meczu pojawił się z pamiątkową chorągiewką z… 1958 roku. Pojawia się z nią zresztą ponoć zawsze, kiedy łodzianie rozgrywają ważny mecz. Ten niezwykły talizman przyniósł szczęście i tym razem. Przy ogłuszającym dopingu ponad pięciu tysięcy kibiców, grając bardzo uważnie w defensywie, a i nie rezygnując do końca z ataków na bramkę Siarki dowieźli łodzianie korzystny wynik do ostatniego gwizdka. A po nim – bardzo długo wraz z kibicami świętowali swój sukces. Panie i Panowie, po pięciu długich lata najstarszy łódzki klub wraca na zaplecze ekstraklasy. Sportowa Łódź jest dziś w siódmym niebie, sportowa Łódź dziś długo nie zaśnie.

32. kolejka II ligi
ŁKS Łódź – Siarka Tarnobrzeg 4:2 (3:2)
Bramki: 1:0 Łuczak 4, 1:1 Ropski 9, 1:2 Księżniakiewicz 24, 2:2 Łuczak 27, 3:2 Bryła 37, 4:2 Łuczak 62.
Żółte kartki: Rozmus – Księżniakiewicz.
Sędziował: Karski. Widzów: 5128.
Składy:
Siarka: Janowski – Księżniakiewicz, Hawrylak, Świderski, Grzesik, Galara, Płatek, Kubowicz, Mróz, Witasik (83 Witkowski), Ropski
ŁKS: Kołba – Rozmus, Rozwandowicz, Juraszek, Widejko, Pyrdoł, Kocot, Łuczak (85 Kujawa), Kostyrka (59 Guzik), Bryła (81 Zagdański), Radionov.

Remek Piotrowski

©ŁKSFANS.PL