Moje zdanie o nowym stadionie

projekt stadionu

Nie ma wątpliwości co do tego, że budowa nowego stadionu w Łodzi, odpowiadającego współczesnym kryteriom, jakie stawia się tego rodzaju obiektom, jest koniecznością. Także i na tym polu Łódź pozostaje w tyle za innymi miastami w kraju, a opóźnienie zwiększa się, bo ciągle jesteśmy na etapie dyskusji nad koncepcją, brak natomiast konkretnych ustaleń i planów. Co gorsza, dyskusja ta zmierza czasem w zgoła fantastycznych kierunkach, podczas gdy niektóre rozwiązania sa wręcz oczywiste.

1. Stadion ŁKS ma już prawie 90 lat, używany obecnie przez Widzew stadion Wimy – 75. Oba niewątpliwie spełniły swoją historyczną rolę jako ośrodki piłki nożnej na wysokim poziomie w naszym mieście, ale nie da się już ich unowocześnić, powiększyć, reanimować, dosztukować czy załatać spowodowanych upływem czasu naturalnych ubytków. Potrzebny jest nowy obiekt, który służyć ma nam nie tylko w roku 2013 czy nawet 2015, a do 2050 i dłużej, bo jak wynika z podanych na wstępie przykładów, taka jest żywotność stadionów piłkarskich w Europie i na świecie. Przy jego projektowaniu trzeba więc mieć wizję szerszą niż najbliższa kadencja rady miejskiej i perspektywę sięgającą kilku dziesięcioleci do przodu. Nie ma też miejsca w tych rozważaniach na żadne interesy partyjne, bo chodzi o sprawę ważną dla całego miasta.

2. Pamiętać trzeba, jakie są w ogóle minimalne potrzeby sportu łódzkiego na poziomie wyczynowym. To przede wszystkim stadion piłkarski, który mógłby również służyć na najważniejsze mecze rugbistom, ale także tor żużlowy (zdecydowanie należy odrzucić pomysł stadionu piłkarsko-żużlowego, niemożliwy do zrealizowania ze względów praktycznych i regulaminowych), hala sportowa na 2500-3000 miejsc dla drużyn ligowych w grach zespołowych, dla których “Arena” i Pałac Sportowy są za duże, a “Parkowa” na Małachowskiego – za mała, oraz stadion lekkoatletyczny, kryte sztuczne lodowisko z prawdziwego zdarzenia i kryta pływalnia.  Rozważana budowa dwóch dużych stadionów piłkarskich jest w tej sytuacji rozrzutnością i niegospodarnością.

3. Jeden z najwybitniejszych prezydentów miasta w historii Łodzi Aleksy Rżewski miał na początku lat dwudziestych ubiegłego wieku śmiałą wizję stworzenia na Polesiu Konstantynowskim centrum rekreacyjno-sportowego, którego jednym z elementów był “Park Sportowy”. Wizja ta jest nadal aktualna: w jej skład wchodziłby właśnie nowy stadion obok hali sportowo-widowiskowej, kompleksu basenów “Fala”, ogrodu zoologicznego, wesołego miasteczka - wszystko w parkowym otoczeniu, bo obiekt powstałaby na jego obrzeżach.

4. Optymalną lokalizacją nowego stadionu są zatem tereny przy al. Unii Lubelskiej, dokładnie między obecnie używanym starym stadionem a “Falą”. Jest to okolica położona stosunkowo blisko centrum miasta, ze śródmieścia dostępna wręcz pieszo, a inne niezaprzeczalne atuty to bliskość dworca kolejowego i lotniska, bardzo dobrze jak na warunki łódzkie rozwinięta sieć przelotowych ulic (al. Bandurskiego, Konstantynowska, al. Włókniarzy i równoległa do niej al. Unii), pozwalająca na szybkie rozładowanie ruchu w wielu kierunkach, dobrze rozwinięta komunikacja miejska. Pozwoliłoby to na zaoszczędzenie znacznych środków, bo przebudowa układu komunikacyjnego, poza normalnymi pracami i potrzebami wynikającymi z życia miasta, nie jest w ogóle potrzebna. Sąsiedztwo kilku obiektów jest też korzystne i z tego powodu, że do ich obsługi użyta być może wspólna sieć infrastrukturalna, na przykład wspólny centralny parking. W przeciwieństwie do innych proponowanych lokalizacji, przy al. Unii jest dużo miejsca do dyspozycji na inwestycje towarzyszące: dawne tereny kolejowe, wykorzystywane obecnie przez PKP w niewielkim stopniu lub wręcz kompletnie opuszczone i zaniedbane. Obecność dużego stadionu w przeciwieństwie do innych dyskutowanych miejsc, nie stanowiłaby kłopotliwego sąsiedztwa dla okolicznych mieszkańców, bo pierwsze domy mieszkalne znajdują się w odległości około kilometra od proponowanej lokalizacji.

5. Argumenty typu “kibice nie przyjdą” nie mają żadnego związku z ekonomicznym i logistycznym podejściem do problemu. Pozostawiając na boku abstrakcyjne dla nas przykłady Monachium, Turynu, Mediolanu czy Rzymu, gdzie dwa kluby ligowe od lat grają na tych samych obiektach, przywołać warto Poznań i Gdynię, gdzie miasto zbudowało jeden stadion dla obu działających tam klubów. W Gdyni po likwidacji znajdującego się w centrum miasta stadionu Arki zbudowano miejski stadion w miejscu dawnych obiektów Bałtyku i choć kibice zapowiadali, że “nie będą na niego chodzić”, bardzo szybko zaakceptowali ten obiekt. Także w Kielcach nowy stadion Korony znajduje się w miejscu dawnego stadionu Błękitnych. Od działaczy obu klubów, samych zawodników i trenerów, mediów, a także polityków, których zadaniem jest przecież zmienianie rzeczywistości, a nie utrwalanie i sankcjonowanie podziałów zależy, by nowe miejsce rozgrywania ligowych spotkań piłkarskich zostało powszechnie zaakceptowane przez społeczeństwo. Przecież i w Łodzi najważniejsze mecze w historii Widzewa rozgrywane były na stadionie przy al. Unii, a rekord frekwencji tego obiektu ustanowiony został podczas ligowego meczu Widzew – GKS Tychy w kwietniu 1976 roku. Powoływanie się teraz przez Widzew i jego kibiców na sentyment do miejsca jest szczególnie absurdalne w przypadku obecnego kierownictwa tego klubu, które w ostatnich miesiącach wyraźnie pokazuje, ile warte są sentymenty w zetknięciu z prawami biznesu.

6. Trzeba mówić o tym głośno, choć ta prawda jest brutalna – nie powinno nam akurat na tych, co głośno i buńczucznie zapowiadają, że na nowy stadion nie będą chodzić, zależeć, bo należy przy każdej sposobności wyraźnie podkreślać, że stadion budowany jest nie dla “kiboli”, przynoszących piłce nożnej złą opinię, a dla wszystkich mieszkańców miasta i regionu. Argument, że przemarsz kibiców jednej czy drugiej drużyny dezorganizował będzie za każdym razem życie miasta, jest o tyle bezsensowny, że kibice Widzewa mieszkają nie tylko na Widzewie-Wschodzie, a kibice ŁKS – wyłącznie na Retkini. Budujemy wszak obiekt nie dla 2-3 tysięcy “szalikowców”, a dla kilkunastu, a może kilkudziesięciu tysięcy miłośników piłki nożnej, którzy zjeżdżać się będą na stadion z różnych stron, także przecież spoza Łodzi. Przykład Warszawy, Poznania, Kielc, Gdyni, Wrocławia czy Gdańska wskazuje, że frekwencja na nowych obiektach jest nieporównywalnie wyższa niż wcześniej.

7. Sugerowanie, że należy wybrać “neutralne” miejsce na nowy stadion toleruje istniejący stan rzeczy, z punktu widzenia interesu społecznego i zachowania porządku w mieście nie do przyjęcia. Nie można bowiem dopuścić wrażenia, że miasto jest w stanie wojny i że potrzebne są jakieś pertraktacje, rozejmy i traktaty pokojowe. Utrwalenie się takiego rozumowania, zwłaszcza wśród osób nieznających istoty rzeczy (słychać wszak głosy, że chcemy zbudować stadion dla bandytów), może przynieść niepowetowane szkody społeczne, a tym, którzy byliby skłonni je poprzeć i forsować – także polityczne.

8. Budowa stadionu nie powinna odwracać uwagi od problemu zapewnienia bazy treningowej dla sportu młodzieżowego. Przy okazji dyskusji o budowie nowego obiektu trzeba przypominać na każdym kroku, że budowa “Areny” spowodowała zniszczenie obiektów treningowych Łódzkiego Klubu Sportowego. Wbrew obowiązującym przepisom i ówczesnym ustaleniom przy przekazywaniu przez klub terenów pod budowę hali strata ta nie została nigdy w całości zrekompensowana, bo nie równoważy jej możliwość korzystania przez ŁKS ze starego i odbiegającego od przyzwoitych norm obiektu Energetyka.

9. Zwolennicy tezy, że miasto daje pieniądze na ŁKS, a zapomina o Widzewie, powinni pamiętać, że gdy w 1996 roku Widzew awansował do Ligi Mistrzów, tylko szybkie wsparcie władz miejskich pozwoliło na przystosowanie stadionu do europejskich wymogów. Prezydenci Matusiak i Czekalski oraz Leszek Miller i (także wcześniej) Mirosław Czesny więcej zrobili dla Widzewa, niż ktokolwiek z obecnych władz dla ŁKS. Nie od rzeczy będzie też przypomnieć, że Widzew płacił symboliczną kwotę 100 złotych miesięcznie za dzierżawę miejskiego obiektu, podczas gdy ŁKS, który sam szukał środków na działalność poprzez prowadzenie bazaru, musiał od uzyskanych w ten sposób zysków płacić wysoki podatek na rzecz miasta. Nie można pominąć faktu, że ta pomoc dla Widzewa została przez ówczesna spółkę w bezprzykładny sposób roztrwoniona. Czy po takiej nauczce można się dziwić, że istnieje we władzach miejskich opór przed wejściem we współpracę z biznesmenem, który nie nie jest w stanie albo nie chce jednoznacznie określić swojego wkładu finansowego w budowę i uzależnia go od znacznych koncesji ze strony miasta?

10. Jak każdy obiekt specjalistyczny (szpital, teatr, szkoła wyższa, nowoczesny zakład przemysłowy, lotnisko, autostrada) stadion będzie służył nie tylko mieszkańcom Łodzi, ale i całego regionu. Doświadczenia z Warszawy, Wrocławia, Gdańska i Poznania pokazują, że przy obecnych możliwościach komunikacyjnych obiekt taki obsługuje teren w promieniu co najmniej  100 kilometrów. Istnieje więc konieczność nawiązania współpracy z władzami województwa i znalezienie sposobu wspólnego finansowania i eksploatowania stadionu.

11. I na koniec – należy dążyć do tego, by nowemu stadionowi nadać imię Aleksego Rżewskiego, człowieka, któremu ruch sportowy w Łodzi wiele zawdzięcza, a jego idee sprzed 90 lat w dalszym ciągu są aktualne. Nadanie obiektowi imienia pierwszego prezydenta miasta po odzyskaniu niepodległości byłoby symbolicznym dowodem na to, że jego właścicielami są wszyscy łodzianie.

.

                                                 Opr.  Wojciech Filipiak

Tekst opublikowano za zgodą autora

©ŁKSFANS.PL