Okiem kibica: Z policyjnym helikopterem na wyjazd. (komentarz)

1237118_629287210444435_6244019_n

Policyjny helikopter, ludzie przy płotach, pirotechnika. Nie na każdy mecz należy patrzeć tylko pod kątem tego, co dzieje się na murawie. Są takie spotkania, gdzie wydarzenia boiskowe, strzelane gole i akcje, dla niektórych wydają się być tylko tłem do wydarzeń z trybun (i spoza nich). Właśnie takim był dla mnie pojedynek Pilicy Przedbórz z Łódzkim Klubem Sportowym.

Z pewnością nie odkryję Ameryki pisząc, że czwarta liga to jednak nie to samo co ekstraklasa. Zamiast boisk często spotkać tu można kartofliska, zamiast dojazdu drogą ekspresową dziurawe drogi wewnętrzne, czy też zamiast wysokich ogrodzeń i wypełnionych kamerami fortec stadionów… nisko chybocąca siatka. Oczywiście nie wszędzie. I choć w dużej części powyższy opis można by podciągnąć pod Przedbórz, miasto w województwie łódzkim, to jednak nie z tego zapamiętam je najbardziej.

.

W Przedborzu święto, przyjechał ŁKS!
„- Przepraszam, a tu dzisiaj jakaś impreza jest?
- Mecz grają, z Łodzi przyjechali…”.
Jeszcze zrozumiem ludzi wychodzących do płotów i przyglądających się jadącej jedno po drugim licznej grupie samochodów osobowych w towarzystwie policji. Zwłaszcza na małych wioskach, które mijaliśmy, rzadko kiedy można uświadczyć takiego widoku. Do tego stopnia, że aż rolnik w traktorze przystanął, żeby popatrzeć… Zrozumiem powieszenie specjalnie dla przyjezdnych kartek w koszulkach foliowych „Stadion Pilicy Przedbórz —>”. Jakby ktoś jednak urwał się z grupy, zawsze taka informacja, na co dzień nie afiszowana (bo i po co) się przyda.
Przypuszczam jednak, że nie było osoby, która nie uśmiechnęła się przy wjeździe do centrum Przedborza, jeśli tylko zauważyła zachowanie mieszkańców. Na każdym skrzyżowaniu, w każdym narożniku, poza pilnującą porządku policją… miejscowi z telefonami w rękach, z włączonymi kamerami. Przyjechał ŁKS.
.
Jeden na jednego z helikopterem gratis.
Jak już mowa o policji, to jest to kolejna rzecz, którą zapamiętam na dłużej, niż to, że łodzianie wygrali 3:0 po golach Sarafińskiego, Patory i Jurkowskiego. Pisząc zapowiedź sobotniego spotkania i wspominając o planowanych środkach bezpieczeństwa szykowanych z jego powodu, stwierdziłam, że chyba jednak na forum Przedborza kogoś mocno poniosło. Czterystu policjantów, grupy szturmowe, helikopter (pomijam już całkowity demontaż wszystkich dających się oderwać części trybun przeznaczonych dla przyjezdnych). No dobrze, wiadomo było, że łodzian nie przyjedzie dwustu zgodnie z liczbą biletów, ale też nie były to znowu tysiące. I jakież było moje zdziwienie, gdy już na trasie towarzyszył nam szum wirujących śmigieł a stadion zabezpieczony był lepiej, niż podczas oficjalnych wizyt Prezydenta RP. Przyjechał ŁKS.
.
Policja „pilnuje”, działacz otwiera.
Ale. Jedno małe ale. Po co taka znaczna liczba policji na meczu IV ligi, skoro jedynym, czym mogą się pochwalić, to zatrzymanie może czterech czy pięciu osób (już nawet nie wnikam za co), ewentualnie utrudnienie i spowolnienie wychodzenia z obiektu? Mogą sobie oczywiście przypisać to, że – poza sporą ilością pirotechniki – wszystko było w należytym porządku. Jednak czy się to podoba czy nie, łodzianie zrobili to czego chcieli. Obecność mundurowych, brak ich obecności, mniejsza obstawa – i tak byłoby dokładnie… to samo.
Największym fenomenem „ochrony” stadionu przez niezliczone oddziały był prawdopodobny brak porozumienia, co najmniej częściowy, z organizatorami spotkania. Na obiekt weszli wszyscy kibice drużyny przyjezdnych. Po zobaczeniu chwiejącej się niewysokiej siatki było to do przewidzenia, nim jeszcze pierwszy z sympatyków ŁKS-u wpadł na pomysł jej przeskoczenia. A że takie koncepcje szybko się rozprzestrzeniają, zanim się ktoś obejrzał, większość łodzian stała już grzecznie obok barierki ogradzającej boisko. I pewnie nie byłoby o czym pisać, gdyby nie szybka próba zareagowania w wykonaniu policji, która miała powstrzymać wchodzących kibiców, ubogacona zachowaniem jednego z działaczy… otwierającego gościom bramkę wejściową i wpuszczającego ich bez kontroli na teren obiektu.
.
Jednostronne media. A niby dlaczego?
„Buraki, wieśniaki, przyjedźcie do Łodzi, zobaczycie tramwaj co bez konia chodzi.”
Przerobiona stara przyśpiewka zyskała przychylność – oczywiście wśród zgromadzonych na trybunach kibiców ŁKS. W oczach działaczy i obecnych przedstawicieli pojedynczych mediów już niekoniecznie, czego nie omieszkali wytknąć. Niedzielne wydania większości internetowych łódzkich portali informacyjnych obwieściły światu, jak łódzcy fanatycy obrażali i kpili z miejscowych. Zapomnieli tylko wspomnieć, a może po prostu nie usłyszeli ledwo przebijających się przez okrzyki gości głosów kilkudziesięcioosobowej grupy, że odważni w obstawie policji dużo mniej liczni gospodarze prowokowali kibiców z Miasta Włókniarzy przy każdej okazji.
A najpiękniejsze w tym wszystkim, że – jak powiedział jeden z organizatorów spotkania po wizycie kibiców ŁKS – gdyby po raz kolejny stanął przed pojęciem decyzji w sprawie tego meczu, zdania by nie zmienił. I łodzianie przyjechaliby do Przedborza jeszcze raz…
.
Monika
©ŁKSFANS.PL