Puchar wędruje do Łodzi! (1957 r.)

przeplatanka550-300

„Łódź wiwatuje na cześć ŁKS-u po zdobyciu Pucharu Polski” pisał katowicki Sport w lipcu 1957 roku. Zwycięstwo z Górnikiem Zabrze przyniosło klubowi z miasta włókniarzy pierwsze, historyczne trofeum. Przed pucharowym meczem z Nerem Poddębice warto więc przypomnieć ten jeden z największych sukcesów naszego klubu.


Pierwszy w historii wielki sukces piłkarzy Łódzkiego Klubu Sportowego miał miejsce w 1957 roku i wiąże się ze zdobyciem przez ełkaesiaków Pucharu Polski. W tym samym roku łodzianie zajęli wysokie trzecie miejsce w lidze, a w następnym sezonie sięgnęli po mistrzostwo Polski!

Co łączy te trzy, jedne z najważniejszych wydarzeń w historii najstarszego klubu miasta włókniarzy? – Mecze z Górnikiem Zabrze. To dzięki nim Ełkaesiacy zostali „Rycerzami Wiosny”, to dzięki nim sięgnęli to tytuł mistrzowski, to dzięki nim w końcu zgarnęli krajowy puchar, o czym przypominamy na łamach naszego cyklu.

[źr. fot: Przegląd Sportowy z 22 lipca 1957 r., str. 1.]

 

Sport
Katowice, poniedziałek 22 lipca 1957 r. (cena: 80 gr.)
- ŁÓDŹ WIWATUJE NA CZEŚĆ ŁKS-u po zdobyciu Pucharu Polski –
ŁKS – Górnik 2:1 (1:0)
Bramki zdobyli: 1:0 Baran 21, 2:0 Kowalec 66, 2:1 Pohl 69.
Górnik: Machnik, Franosz, Florczyński, Czech, Gawlik, Olejnik, Szalecki, Pohl, Jankowski, Kowal, Lentner.
ŁKS: Szczurzyński, Walczak, Wlazły, Szczepański, Jańczyk, Grzywocz, Jezierski, Baran, Szymborski, Soporek, Kowalec.

„W finale Pucharu Polski spotkały się dwa nasze czołowe zespoły: ŁKS i Górnik Zabrze. W szeregach obu drużyn aż rojno od reprezentantów i kandydatów do przybrania koszulki z orłem. Cóż z tego – ani stawka meczu, ani słynne widowiska nie wypłynęły korzystnie na jego poziom. Po raz nie wiadomo który z rzędu należy stwierdzić, że lipiec nie jest odpowiednią porą do gry. Zawodnicy z reguły wykazują w tym czasie poważną obniżkę formy, a frekwencja widzów ze zrozumiałych względów zmniejsza się zupełnie wyraźnie.

Tak też było w Łodzi. Jesteśmy przekonani, że te same zespoły, grając w maju, czerwcu lub we wrześniu – dostarczyłyby nam dużo więcej okazji do pochwał. W ubiegłą sobotę byliśmy świadkami zupełnie przeciętnego widowiska.
ŁKS wygrał zasłużenie. Większa bojowość i bardziej umiejętne wykorzystywanie sytuacji podbramkowych stały się podstawą sukcesu łodzian. Inna sprawa, że dwie wielkie szanse Górnika nie zostały wykorzystane, dzięki ofiarnej i mądrej grze defensywnej łodzian. Gdyby nie to – kto wie, jakby się potoczyły losy meczu.

Do chwili utraty bramki – zabrzanie grali tak, jakby sami prowadzili dwiema bramkami. Niemrawo, bez dostatecznej dozy energii. Dotyczy to zwłaszcza linii ataku. Podobnie miała się rzecz z linią ofensywną łodzian. Rzucały się w oczy od czasu do czasu pojedyncze, mądre, zagrania Barana, pracowitość Soporka, energia Kowalca. Po drugiej stronie błysnął czasem talentem Lentner, udanym zwodem Jankowski lub Pohl. I to wszystko.

Porównanie linii pomocy wypada na korzyść łodzian. Najlepszy z całej czwórki był wyraźnie Grzywocz, podczas gdy Jańczyk grał na poziomie obu Ślązaków.
W obu formacjach obronnych wyróżnili się stoperzy Floryński – energią i szybkością, Wlazły – spokojem i dobrym ustawieniem. Cień przewagi należy przyznać łodzianinowi.

Boczni obrońcy grali nieźle. Nieco wyżej oceniamy Walczaka i Szczepańskiego. Bramkarze nie wykazali się specjalnie wysoką formą, ale nie popełnili też większych błędów. Reasumując przy dość wyraźnej indolencji ataków, nieco lepsza forma defensywy ŁKS, zwłaszcza jego pomocy – która lepiej wspomagała swój napad, zadecydowała o zwycięstwie łodzian.

Puchar Polski po pobycie na Śląsku i w Warszawie, znalazł trzecie lokum. Warto przedłużyć tę pożyteczną i atrakcyjną imprezę. Oczywiście pod warunkiem rozsądnych koncepcji kalendarzowych.
Gratulujemy ŁKS-owi i Łodzi!”

 

- Łódź przeżyła wielki dzień
GÓRNIK POWTÓRNIE tylko drugi w pucharze -
Wstępne uroczystości, kapitanowie drużyn Olejnik i Soporek wymieniają się wiązankami kwiatów i spotkanie się rozpoczyna. Początkowo notujemy zmienne akcje. Po kilku minutach dokładniejsi górnicy uzyskują nieznaczną, acz wyraźną przewagę.
3 minuta – Gawlik bije rzut rożny. Uwija się w polu karnym Jankowski. Z lewej strony ładnymi rajdami zagraża bramce łodzian Lentner.
W 9 minucie – pierwszy róg dla zabrzan , po którym Pohl strzela z woleja – nad poprzeczką.
14 minuta – przewaga górników trwa nadal. Szalecki psuje bardzo dogodną sytuację. Kontrataki inicjowane są w głównej mierze przez Soporka. Pracuje on niezmordowanie, jednak przedłuża w nieskończoność dryblingi. Dobrze ustawia się Grzywocz, do którego piłka przychodzi, jak do magnesu. Jeszcze kilka biegów Lentnera, Szaleckiego i drugi róg dla zabrzan. Notujemy kilka niebezpiecznych akcji Pohla. Oba zespoły grają ostrożnie, tempo gry nie jest zbyt wysokie.
21 minuta – ŁKS zdobywa róg. Bije Jezierski. Zawodnicy skupili się na polu bramkowym, gdy tymczasem piłka szybuje kilkanaście metrów od bramki. Tam czeka na nią Baran. Przejmuje ją na głowę, ścina w dół, piłka mija las ciał i ląduje w siatce. Na trybunach szał radości. ŁKS podniecony sukcesem uzyskuje przewagę. Jego ataki prowadzone są w szybszym tempie, niż zabrzan.

22 minuta – Omal nie wyrównanie. Pohl mija dwóch obrońców i strzela do bramki opuszczonej przez Szczurzyńskiego, lecz Walczak wybija ją z linii bramkowej. Westchnienie ulgi na trybunach. Łodzianie atakują nadal – gra staje się nieco ciekawsza.
28 minuta – Jankowski strzela z 6 metrów głową w dolny róg – Szczurzyński przytomnie broni. Goście są lepsi technicznie – gospodarze szybsi i bardziej energiczni.
35 minuta – ładne zagranie Grzywocz – Soporek, jednakże bez wykończenia strzałowego. Lekka przewaga ŁKS utrzymuje się do przerwy.
W przerwie zaczyna padać deszcz.
46 minuta – Szalecki ucieka sam na bramkę, podcięty w tył utrzymuje się przy piłce, nie potrafi jednak wykorzystać sytuacji.
49 minuta – Soporek mija trzech przeciwników, lecz traci piłkę tuż przed bramką.
55 minuta – gra staje się coraz mniej ciekawa. Dwa zrywy Kowalca – za drugim razem wykłada ładnie piłkę niekrytemu Baranowi, stojącemu na 8 metrze od bramki. Baran spóźnia się ze startem i za chwilę znów groźne sytuacje stwarzają Soporek i Baran, lecz ostry strzał trafia w obrońcę.

58 minuta – atak lewej strony zabrzan. Szczurzyński broni w trudnej sytuacji, rzucając się pod nogi. Doznaje przy tym kontuzji – krótka przerwa w grze, lecz po chwili znów widzimy go na stanowisku.
60 minuta – znów omal nie pada wyrównanie. Któryś z napastników zabrzan celnie strzela, piłka już, już ma minąć światło bramki, gdy spod ziemi wyrasta Grzywocz i wybija piłkę w pole. Inicjatywa należy znów do biało-niebieskich.
62 minuta – niebezpieczny przebój Pohla powstrzymuje w ostatniej chwili Wlazły.
64 minuta – rzut wolny bije Pohl w aut.
66 minuta – zagranie Jezierski – Baran, piłka trafia w obrońcę, odbija się, a dobrze ustawiony Kowalec przejmuje ją i plasuje w siatce. 2:0. To już chyba pewne zwycięstwo. Ale nie, górnicy rzucają się do kontrataku. Nareszcie grają z werwą. Uzyskują przewagę.
69 minuta – obrona biało-czerwonych bawi się pod własną bramką. W końcu Walczak podaje piłkę pod nogę Pohla, stojącemu 5 metrów od bramki. Ten lokuje ją w siatce Szczuczyńskiego.
Gra nabiera wigoru, tempa i ostrości. Deszcz pada coraz większy. Zmienne ataki obu drużyn. Po kilku minutach górnicy znów zdobywają przewagę. Szalecki uzyskuje róg. Lentner przedziera się przez obronę, lecz strzela w aut.
Ostatnie minuty ŁKS gra wyraźnie na utrzymanie wyniku. Przewaga Ślązaków mija bez efektu. Puchar wędruje do Łodzi.
(autor: red. M. Szymkowiak)

 

Relacja autorstwa red. M. Szymkowiaka
Źródło: Sport nr 87 – z 22 lipca 1957 roku, strona 1 i 3.

 

Bardzo ciekawy artykuł na temat innego sukcesu piłkarzy ŁKS-u znajdziecie w „Dzienniku Łódzkim” – tutaj:

http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/1013483,lks-mistrzem-polski-tak-55-lat-temu-swietowala-lodz,id,t.html

 

 

Zebrał, opracował i komentarzem opatrzył:
Remek Piotrowski

©ŁKSFANS.PL