Quasi-analiza przed derbami czyli wróżenie z fusów

18553080_1303192809729432_504996174_o

Zazwyczaj jest tak, że wszystkie przedmeczowe prognozy biorą w łeb wraz z pierwszym gwizdkiem arbitra. W środę zapewne będzie podobnie, ale świętym prawem kibica snuć jest domysły, bawić się w typowanie wyniku, przewidywać to, czego przewidzieć tak naprawdę (niemal) nigdy nie sposób.

I cóż z tego, że szkoleniowcy, jeśli znajdują w ogóle czas na lekturę przedmeczowych analiz (w co wątpię), ubaw mają po pachy. Pewien ekspert futbolowy pracujący dla jednej z komercyjnych stacji zwykł ostatnimi czasy mawiać, że futbol to przede wszystkim dyskusja, kto więc nam zabroni snuć domysły, wszakże i o to w całej tej zabawie przecież się rozchodzi. I chociaż ilu ekspertów, tyle opinii, pokuśmy się o pobieżną analizę atutów i słabych punktów uczestników derbowego pojedynku – oczywiście z punktu widzenia ełkaesiaka.

- Defensywa -
Jesienią defensywa Łódzkiego Klubu Sportowego stanowiła monolit, którego zazdrościły nam wszystkie klubu trzeciej ligi, nie tylko zresztą z naszej grupy. Obrońcy ŁKS-u mylili się rzadko, imponowali spokojem i umiejętnością zachowania koncentracji. Poważnie zawiedli w zasadzie tylko raz, to jest w drugiej połowie derbowego starcia z Widzewem. Wiosną już tak dobrze nie jest, błędy popełniają stoperzy (mecze z Pelikanem Łowicz, MKS-em Ełk i Sokołem Ostróda), popełniają je i skrajni obrońcy (Huragan Morąg, Świt Nowy Dwór Mazowiecki), dobrze więc, że wciąż wysoką dyspozycję utrzymuje Michał Kołba.

W środę, aby zgarnąć komplet punktów ełkaesiacy powinni zagrać tak skutecznie w obronie, jak przyzwyczaili do tego jesienią (ale akurat nie tak, jak we wspomnianym meczu z Widzewem), a kluczowe w starciu z szybkim Danielem Mąką czy dobrze operującym piłką Mateuszem Michalskim powinny być konsekwencja w kryciu, koncentracja (z tym mają w tej rundzie problemy niemal wszyscy łódzcy obrońcy) i wreszcie asekuracja. Warto zauważyć, że w dotychczas rozegranych spotkaniach wyjazdowych ŁKS stracił tylko trzy gole (dwie w tej rundzie) i stać go na pewno na to, aby i w środę zachować czyste konto.

Obrona Widzewa (na własnym boisku nasz rywal w tym sezonie stracił osiem goli, z tego trzy w tej rundzie) jesienią przypominała szwajcarski ser, ale w tym roku prezentuje się znacznie lepiej, choć tylu okazji do wykazania się co w pierwszej rundzie nie ma, a to dlatego, że nasz rywal zza między większość wiosennych spotkań rozgrywa na własnym stadionie, gdzie przeciwnik skupia się przede wszystkim na zabezpieczeniu dostępu do własnej bramki. Mecze z Lechią Tomaszów Mazowiecki, Concordią Elbląg czy Ursusem Warszawa udowodniły jednak, że nadal pietą achillesową widzewskiej drużyny jest gra obronna (choć to wina nie tylko obrońców), a defensorów ekipy z al. Piłsudskiego często ratuje świetnie dysponowany wiosną Patryk Wolański.

- Pomoc -
Wydaje się, że pod względem piłkarskim ŁKS nie powinien mieć kompleksów także w środkowej strefie boiska, o ile oczywiście podopieczni trenera Wojciecha Robaszka zaprezentują dyspozycję z meczów z Finishparkietem czy kilku najlepszych spotkań z jesieni (w tym z pierwszej połowy meczu z Widzewem).

Wiele zależy od Przemysława Kocota i Mateusza Gamrota, bo to oni będą musieli przeciwstawić się chyba najlepszemu obok Daniela Mąki zawodnikowi Widzewa, czyli Mateuszowi Michalskiemu (doniesienia z obozu rywala o rzekomych problemach zdrowotnych skrzydłowego można chyba włożyć między bajki). Ten ostatni potrafi znakomicie dograć piłkę na czystą pozycję do partnera, a i sam chętnie finalizuje akcje, do tego przejawia inklinacje do gry kombinacyjnej. O tym zaś, jak niebezpiecznym zawodnikiem potrafi być Mąka nikomu w ŁKS-ie nie trzeba przypominać, w jego więc przypadku najważniejsza będzie odpowiednia asekuracja. Widzew wiosną, zdaje się, gra przede wszystkim zrywami, często przytrafiają się mu fragmenty słabej i niedokładnej gry, podczas których piłkarze Cecherza łatwo tracą piłkę, a jeśli już się przy niej utrzymują, ich akcjom ofensywnym brakuje dokładności. Można to wykorzystać.

Dwójce Mąka-Michalski, bez wątpienia wiodącej prym w drużynie rywala (oczywiście należy pamiętać i o pozostałych zawodnikach), ŁKS może przeciwstawić dobry odbiór Przemysława Kocota, spokojne rozegranie piłki w środku pola Mateusza Gamrota oraz waleczność, szybkość i błyskotliwość Patryka Bryły. Ełkaesiacy potrafią zagrać w środku pola na tzw. pierwszy kontakt (choć wiosną miewają z tym spore problemy), kilku zawodników (Golański, Gamrot, Bryła, Kocot) dysponuje też niezłym uderzeniem z dystansu i to właśnie należałoby w środę wykorzystać. Szkoda, że ełkaesiacy rzadziej niż czynili to jesienią, wymieniają się pozycjami i ten element, podobnie jak zbyt czytelne rozegranie piłki na połowie rywala, należałoby starać się poprawić.

Co zaś do młodzieżowców (w ŁKS-ie Nowak, Kopka, Guzik lub Nowacki, w Widzewie m.in. Radwański), to nie da się ukryć, że ich postawa jest zawsze wielką niewiadomą, więc tutaj zadecyduje zapewne koncentracja i dyspozycja dnia młodych piłkarzy ŁKS-u i Widzewa.

- Ofensywa -
O obliczu ŁKS-u w ataku nie decyduje jedynie Jewhen Radionov, choć to on jest kluczową postacią w kontekście ofensywnych poczynań ełkaesiaków. Ukrainiec, o ile jest zdrowy, przewyższa klasą piłkarską trzecioligowych rywali, warto jednak pomóc mu w walce z widzewskimi obrońcami, bo pozostawiony bez wsparcia będzie tracił siły na przepychanki z rywalami, a te najbardziej przydadzą się w polu karnym Widzewa. Siłą ŁKS-u jesienią były znakomite oskrzydlające akcje bocznych obrońców i czas najwyższy, aby i wiosną zaczęło to przynosić efekty.

Jeśli Marcin Krzywicki nie będzie w pełni sił, zapewne w środę w ataku Widzewa zobaczymy Piotra Okuniewicza, który nie jest tak skuteczny, ani jak Radionov, ani jak Daniel Mąka, ale zdobył tej wiosny trzy gole, poza tym rosły napastnik jest szczególnie niebezpieczny przy stałych fragmentach gry. Okuniewiczem należy się pilnie zaopiekować, pamiętając przy tym, że ofensywna siła Widzewa bazuje przede wszystkim na indywidualnych umiejętnościach Michalskiego i Mąki, ale o tym piłkarzom ŁKS-u przypominać nie trzeba.

- Z ławki -
Wśród rezerwowych Widzewa warto zwrócić uwagę na Krzysztofa Możdżonka, wychowankowi Agrykoli Warszawa zazwyczaj piłka nie przeszkadza na boisku, a zawodnik ten może po wejściu na murawę pełnić rolę tzw. „dziesiątki”. W obwodzie trener Przemysław Cecherz ma też najbardziej doświadczonego, ale chyba kiepsko przygotowanego pod względem fizycznym do rundy Adriana Budkę oraz doświadczonego jak na realia trzecioligowe (cztery mecze w ekstraklasie) Sebastiana Olczaka.

Trener Wojciech Robaszek będzie miał prawdopodobnie na ławce rezerwowych do dyspozycji kogoś z trójki: Golański – Bryła – Gamrot (bo chyba miejsce dla każdego z wymienionych w pierwszej jedenastce raczej się nie znajdzie), do tego dochodzi nieobliczalny Patryk Szymański, w którym (będę się upierał) nadal drzemie spory potencjał oraz nieobliczalny Dawid Sarafiński. Ten ostatni jest wręcz stworzony do roli „jokera”, pozostaje mieć jedynie nadzieję, że filigranowy skrzydłowy nie pozwoli się miejscowej publiczności sprowokować, a tym samym jakimś nieodpowiedzialnym zachowaniem nie osłabi drużyny. Maksym Kowal, który w doliczonym czasie gry zdobył gola wyrównującego w jesiennych derbach na stadionie przy al. Unii Lubelskiej 2 też chyba nie ma sił na walkę przez dziewięćdziesiąt minut, ale w końcówce spotkania, gdy obrońcy rywala będą zmęczeni, może okazać się niezwykle przydatny.

- Kto musi, kto może? -
Wypełnione trybuny, świadomość gry na własnym obiekcie, ale i strata czterech punktów do lidera, wszystko to musi mieć wpływ na nastawienie mentalne drużyny Widzewa przed środowym pojedynkiem. W derbach oczywiście każdy „musi”, ale ewentualna porażka niezwykle skomplikuje sytuacje naszego rywala, a i podział punktów nie da podopiecznym trenera Cecherza wiele korzyści.

Oczywiście i ŁKS jest pod presją, bo goni go nie tylko Widzew, ale przede wszystkim Finishparkiet (a w zasadzie już dogonił, na szczęście bilans bezpośrednich spotkań przemawia za ełkaesiakami). Ważne więc, aby kibice i trener zmotywowali zawodników lidera, ale i aby sami piłkarze nie „spalili” się jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Jesienny mecz derbowy pokazuje dobitnie, że w tym meczu równie ważna co walka jest gra w piłkę nożną. I dopóki w październikowym starciu ŁKS grał w piłkę, a chyba nadmiernie zmotywowany przez trenera Marcina Płuskę rywal kopał ełkaesiaków po kostkach, wszystko szło po naszej myśli.

- Derby bez kibiców ŁKS-u -
Włodarze Widzewa zdecydowali, że piłkarskie święto odbywające się na stadionie przy al. Piłsudskiego zarezerwowane jest wyłącznie dla sympatyków gospodarzy więc na samym obiekcie piłkarze ŁKS-u będą zdani wyłącznie na siebie i nie ma co ukrywać, od tego czy poradzą sobie z presją trybun będzie zapewne wiele zależeć.

Kibice Widzewa z pewnością dołożą wszelkich starań, aby zdeprymować naszych zawodników, należy jednak mieć nadzieję, że ełkaesiacy „wyłączą” się na trybuny, nie pozwolą się sprowokować i ze spokojem będą realizować taktykę nakreśloną przez swojego szkoleniowca. „Rycerze Wiosny” w związku z decyzją działaczy Widzewa znaleźli się w trudnej sytuacji, niech jednak pomyślą o tym, jak wybornie smakowałoby zwycięstwo w takich właśnie okolicznościach. Sukces bez wątpienia leży w zasięgu ich możliwości. Trzeba jednak zagrać z sercem, trzeba przy tym zagrać z głową.

Przypuszczalne składy:
Widzew: Wolański – Kozłowski, Nowak, Zieleniecki, Gromek, Kazimierowicz, Rodak, Radwański (Możdżonek), Michalski, Mąka, Okuniewicz.
ŁKS: Kołba – Pyciak, Ślęzak, Juraszek, Rozmus, Guzik, Kocot, Gamrot, Bryła (Golański), Nowak, Radionov.

 

Remek Piotrowski

*       *       *

©ŁKSFANS.PL