Relacja ŁKSFans: Bezbramkowe derby

30

Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności – brak kibiców ŁKS-u na stadionie lokalnego rywala, kontuzję Kocota na samym początku spotkania i wreszcie czerwoną kartkę dla Pawła Pyciaka – punkt zdobyty na Widzewie należy przyjąć z szacunkiem. Sam mecz pod względem stricte piłkarskim nie zachwycił, choć ełkaesiakom braku zaangażowania nikt z pewnością zarzucić nie może.

Pozbawieni wsparcia swoich kibiców (to decyzja włodarzy Widzewa) i tym samym zdani na nowym stadionie rywala wyłącznie na siebie, ale i w niemal najsilniejszym składzie przystąpili ełkaesiacy do 64. derbów Łodzi.

Wysoka stawka spotkania sprawiła, że na stadionie przy al. Piłsudskiego oglądaliśmy partię piłkarskich szachów. Kibice piłki nożnej spoza Łodzi, którzy zdecydowali się na obejrzenie telewizyjnej transmisji tego meczu mają oczywiście prawo kręcić nosem, bo nie ukrywajmy, środowy pojedynek odwiecznych rywali nie stał, delikatnie rzecz ujmując, na wysokim poziomie, nie aspekt estetyczny był jednak w środę najważniejszy.

Kibiców ŁKS-u bardziej od pięknej gry interesowały punkty i ambitna postawa drużyny, dlatego wysoki pressing zastosowany przez podopiecznych trenera Wojciecha Robaszka już w pierwszej minucie spotkania (natychmiast przyniosło to zagrożenie pod bramką Widzewa) zwiastował dobrze. Po kornerze piłkę w stronę bramki zdołał uderzyć głową jeden z ełkaesiaków, a Wolański nie bez problemów sparował ją na poprzeczkę.

Widzew odpowiedział natychmiast, też zresztą po rzucie rożnym. Pozostawiony bez opieki Nowak uderzył futbolówkę głową, na szczęście najlepszy, jak się potem okaże, piłkarz ŁKS-u w tym meczu, czyli bramkarz Michał Kołba nie dał się zaskoczyć. Łódzki golkiper nie musiał co prawda bronić groźnych strzałów, ale kapitalnie zagrał na przedpolu, dając w wielu momentach spotkania spokój swoim kolegom z pola. A wracając do samego meczu – chwilę po strzale Nowaka znów zagotowało się pod bramką gości, bo po dalekim wrzucie piłki z prawej strony zaskoczyć Kołbę próbował Daniel Mąka, na szczęście najskuteczniejszy zawodnik miejscowych uderzył niecelnie, w czym spora zasługa Pawła Pyciaka.

Chwilę potem na ełkaesiaków spadło pierwsze nieszczęście – bezpardonowe wejście Piotra Okuniewicza (bez kartki!) zakończyło się dla Przemysława Kocota fatalnie. Defensywny pomocnik ŁKS-u stracił ponoć na chwilę przytomność, a chociaż potem wrócił na murawę, jeszcze w pierwszej połowie zastąpić go musiał Artur Golański.
Z boiska tymczasem wiało nudą, a pojedyncze przebłyski ełkeasiaków (trzy niezłe próby indywidualnego dryblingu Mateusza Gamrota, jedna odważna szarża Łukasza Kopki i jeden kapitalny drybling Jewhena Radionova) nie przełożyły się na zagrożenie pod bramką Widzewa, tak jak nie przełożyły się na nie egzekwowane w okolicach szesnastki Widzewa stałe fragmenty gry. Było ich kilka i chyba należało je odrobinę lepiej spożytkować. Nie zawodzili natomiast nasi piłkarze jeśli chodzi o zaangażowanie.

Dopiero w końcówce pierwszej połowy oglądaliśmy dwie bardzo groźne akcje – najpierw w polu karnym gości szarżował Mateusz Michalski, ale jego strzał okazał się niecelny, natomiast kilkadziesiąt sekund później, po składnej akcji ełkaesiaków i dobrej centrze z prawego skrzydła autorstwa Patryka Bryły, naciskany przez obrońcę Golański uderzył futbolówkę z powietrza w stronę bliższego słupka – Wolański odbił piłkę przed siebie, a próbującego „poprawić” kolegę Radionova uprzedził w ostatniej chwili stoper Widzewa.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Akcji tak pod jedną, jak i drugą bramką było jak na lekarstwo, a chociaż nie sposób zarzucić piłkarzom obu zespołów braku zaangażowania, nie da się ukryć – irytowały niedokładności, irytowały głupie straty i przede wszystkim brak pomysłu na zawiązanie akcji ofensywnej. Tym, co mogło martwić w kontekście gry ełkaesiaków (bo to ich postawa interesuje nas najbardziej), były pojawiające się coraz częściej niewymuszone błędy i to nawet w dość prostych sytuacjach. Nie rzadko bowiem zdarzało się tak, że jeden z naszych piłkarzy zdołał skutecznie odebrać piłkę, aby zaraz potem oddać ją „za darmo”. Rywal zresztą rewanżował się zwykle tym samym.

W każdym razie w 65. minucie o mały włos ŁKS nie stracił wskutek takiego braku koncentracji gola. Paweł Pyciak uznał, że piłka wyszła poza boisko i stanął, natomiast sędzia (co do oceny pracy arbitra to zapewne zdania będą podzielone…) nakazał grać dalej. Nie podejmuję się rozstrzygnąć tego, czy nasz zawodnik miał w tej sytuacji rację, w każdym razie Mąka zagrał na szesnasty metr do Radwańskiego, a po strzale młodego pomocnika Widzewa piłka trafiła w słupek. Zdenerwowany obrońca ŁKS-u głośno protestował, za co sędzia ukarał go żółtą kartką. Jak się wkrótce okaże, odbije się to czkawką…

Już bowiem kilka minut później Pyciak, zdaniem arbitra, sfaulował przy linii bocznej widzewiaka i choć śmieć wątpić, czy było to przewinienie na kartkę, Tomasz Kwiatkowski ukarał walecznego defensora „czerwienią” i ŁKS w trakcie dwudziestu ostatnich minut musiał sobie radzić w dziesiątkę. Warto wspomnieć, że w międzyczasie ełkaesiacy zdołali poważnie zagrozić bramce Wolańskiego, ale strzał głową Radionova okazał się minimalnie niecelny.

Grający z przewagą jednego zawodnika Widzew ruszył śmielej do przodu, na nasze szczęście rywalom w ofensywie w środę brakowało jakości i tak naprawdę Michał Kołba w poważnych tarapatach znalazł się tylko raz, gdy odważnie ruszył w stronę pola karnego Kazimierowicz, a potem oddał niecelny strzał. ŁKS, co zrozumiałe, nie forsował w końcówce spotkania tempa, starał się szanować piłkę, niemniej należy zwrócić uwagę naszym piłkarzom, że także w tym newralgicznym momencie spotkania potrafili zgubić futbolówkę w prostych wydawałoby się sytuacjach.

Tym razem na szczęście obyło się bez konsekwencji, więcej nawet – ełkaesiacy mogli zaskoczyć gospodarzy w doliczonym czasie gry, gdy Radionov ściągnął na siebie uwagę obrońcy, Patryk Bryła znakomicie zacentrował z lewego skrzydła, a Damian Guzik uderzył piłkę głową – niestety bardzo niecelnie. Mecz zakończył się podziałem punktów, który widzewiaków powinien martwić bardziej niż ŁKS.

ŁKS zdobył na bardzo trudnym terenie jeden punkt i choć przed spotkaniem nie uznalibyśmy tego za sukces, nie da się ukryć, że pozbawieni wsparcia kibiców podopieczni trenera Robaszka uzyskali tyle, na ile ich w ten akurat środowy wieczór było stać. Na więcej nie pozwoliła dyspozycja dnia i kilka innych okoliczności – kontuzja Kocota czy czerwona kartka Pyciaka, które z pewnością pokrzyżowały plany ełkaesiaków.
Cóż, teraz należałoby się skoncentrować na kolejnym spotkaniu, tym bardziej, że strata do Drwęcy znów wynosi dwa punkty. Walka o awans trwa…

 

29. kolejka III ligi (64. derby Łodzi)
Widzew Łódź – ŁKS Łódź 0:0
Żółte kartki: Wolański, Nowak, Kazimierowicz – Gamrot, Pyciak, Gamrot.
Czerwona kartka: Pyciak 72.
Sędziował: Kwiatkowski.
Składy:
Widzew: Wolański – Kozłowski, Nowak, Zieleniecki, Gromek, Mąka (81 Krzywicki), Rodak, Kazimierowicz, Radwański, Michalski, Okuniewicz (55 Kamiński).
ŁKS: Kołba – Pyciak, Ślęzak, Juraszek, Rozmus, Guzik, Kocot (38 Golański, 77 Rozwandowicz), Gamrot, Golański, Nowak, Radionov.

 

Relacjonował (sprzed telewizora):
Remek Piotrowski

©ŁKSFANS.PL