Relacja ŁKSFans: Przegrali wygrany mecz. ŁKS – Olimpia 1:2

286

Wydawało się, że historia nie może powtórzyć się po raz trzeci, a nie dość, że ełkaesiacy po objęciu prowadzenia pozwolili rywalowi doprowadzić do wyrównania, to na domiar złego pięć minut przed końcem stracili drugiego gola i tym samym przegrali pierwszy w sezonie mecz.

A po pierwszej połowie wcale się na to nie zanosiło, choć prawdą jest że goście zaskoczyli faworyta, wbrew bowiem przedmeczowym prognozom Olimpia wysoko ustawiła obronę i to ona w pierwszym kwadransie dyktowała warunki gry. Dopiero w 17. minucie sygnał do ataku miejscowym dał Ievgen Radionov, który najpierw wyłuskał piłkę przy linii końcowej, a potem ruszył w stronę bramki, akcję tę przerwał w ostatniej chwili dopiero jeden z obrońców.

Potem groźnie z dystansu huknął Tomasz Margol, a po ładnej wymianie podań przed polem karnym gości, podaniu Damiana Guzika i strzale Radionova, piłka odbiła się od defensora przyjezdnych i spadła na poprzeczkę. Ale ŁKS zszedł do szatni prowadząc jedną bramkę, bo w 41. minucie fatalny błąd we własnej szesnastce popełnił Tomasz Lewandowski. Elbląska jedenastka tak nieudolnie wyprowadzała piłkę od bramki, że ta padła łupem ełkaesiaków – koniec końców ukraiński snajper nie miał problemów z pokonaniem Wojciecha Daniela i wydawało się, że teraz będzie już tylko lepiej, tym bardziej że jeszcze w końcówce tej części groźnie uderzali Margol (po rzucie rożnym) i Guzik (strzelał z dystansu).

Po przerwie przewagę uzyskał ŁKS, a drugi gol wydawał się kwestią czasu. W 49. minucie Daniel dwukrotnie został zmuszony do interwencji, w 56. o mały włos ełkaesiacy nie skopiowali bramkowej akcji z meczu z GKS-em Bełchatów (znów centrował Pyciak, ale głową niecelnie uderzył Guzik), w 60. Kocot długo zastanawiał się czy oddać strzał, w końcu uderzył wprost w bramkarza, w 68. wprowadzony w miejsce Pieczary – Patryk Bryła uderzał na bramkę zewnętrzną częścią stopy i w końcu ten sam piłkarz w 74. minucie otrzymał świetne podanie od Pyrdoła – pozostawiony bez opieki na szesnastym metrze miał czas i miejsce, strzelił jednak obok słupka.

Kiedy wydawało się, że zniechęceni goście pogodzili się z porażką przyszła 76. minuta i szybka kontra Olimpii zakończona celnym strzałem rezerwowego Mateusza Szmydta (1:1). Kilka minut później inny zmiennik, najskuteczniejszy strzelec w historii Olimpii, Anton Kołosow uderzył z prawej strony pola karnego i zaraz po tym chyba nienajlepiej ustawiony Michał Kołba musiał wyciągać piłkę z siatki po raz drugi, choć zdaje się, że to nie on zawinił w tej sytuacji najbardziej.

W ten sposobów przegrali ełkaesiacy wygrany mecz i trudno się z tym pogodzić, bo chociaż „Rycerze Wiosny” zagrali znaczne słabsze zawody niż w starciach z GKS-em Jastrzębie i Bełchatów i tak powinni sięgnąć po komplet punktów, zresztą zanosiło się na to jeszcze kilkanaście minut przed końcem sobotniej konfrontacji. Nad taką niefrasobliwością (trzeci mecz z rzędu) trudno przejść do porządku dziennego.
10. kolejka II ligi
ŁKS Łódź – Olimpia Elbląg 1:2 (1:0)
Bramki: 1:0 Radionov 41, 1:1 Szmydt 76, 1:2 Kołosow 85.
Żółte kartki: Kop-Ostrowski, Rozumowski, Daniel.
Sędziował: Marciniak.
Składy:
ŁKS: Kołba – Pyciak, Bielak, Juraszek, Widejko, Kostyrka (65 Pyrdoł), Kocot (67 Gamrot), Margol, Guzik (79 Maschera), Pieczara (59 Bryła), Radionov.
Olimpia: Daniel – Lewandowski, Wegner, Danowski, Kop-Ostrowski (46 Szmydt), Szuprytowski, Stępień, Ressel, Lisiecki, Rozumowski, Kurbiel (59 Kołosow).

Relacjonował:
Remek Piotrowski

©ŁKSFANS.PL