Relacja ŁKSFans: Tylko remis z Sokołem

ostróda dom

ŁKS podzielił się punktami ze świetnie spisującym się tej wiosny Sokołem Ostróda. Ełkaesiacy zagrali lepiej niż w poprzednich spotkaniach na własnym boisku, ale osłabieni wskutek kontuzji kolejnych ważnych zawodników nie ustrzegli się poważnego błędu w defensywie, a i precyzja pod bramką rywala pozostawiała w niedzielę sporo do życzenia.

Ostatnie zwycięstwo z bezpośrednim rywalem w walce o awans pokrzepiło piłkarzy i kibiców ŁKS-u, ale w niedzielne popołudnie lidera trzeciej ligi czekała równie trudna przeprawa, bo do Łodzi przyjechała rewelacja rundy wiosennej  z Ostródy (19 punktów w siedmiu meczach). Sokół liczył po cichu na taką niespodziankę, jaką sprawił przed dwoma tygodniami zespół z Ełku, w czym gościom pomóc mogła absencja najlepszego strzelca ŁKS-u Ievgena Radionova.

Pauzującego prawdopodobnie z powodu kontuzji „Żenię” w pierwszej linii zastąpił Patryk Szymański i to właśnie on jako pierwszy oddał groźny strzał w 10. minucie, w czym największa zasługa Patryka Bryły, który najpierw przejął piłkę na połowie rywala, a potem świetnie ją odegrał na wolne pole. Naciskany przez obrońcę Szymański uderzył ponad poprzeczką. W odpowiedzi także nad poprzeczką główkował Robert Hirsz, a cała akcja gości i tu rozpoczęła się od straty futbolówki na środku boiska.

ŁKS starał się, jak mawia się w żargonie piłkarski, szanować piłkę; podopieczni trenera Marcina Pyrdoła długo ją rozgrywali mozolnie zdobywając kolejne metry, problem pojawiał się niestety około trzydziestego metra, gdzie skomasowana defensywa przyjezdnych utrudniała zagranie na wolne pole. Zadanie to, zdawało się obserwatorom, będzie jeszcze trudniejsze, gdy po kwadransie z powodu urazu boisko musiał opuścić Bryła. Zastąpił go Artur Golański i już sto dwadzieścia sekund po wejściu na murawę mógł wpisać się na listę strzelców – kapitalny strzał z dystansu rezerwowego z najwyższym trudem wybronił Kotkowski.

Chwilę po szansie dla łodzian groźnie zrobiło się także pod bramką Michała Kołby. W tym przypadku z kilkunastu metrów uderzał z powietrza Suchocki, ale czujny bramkarz lidera nie dał się zaskoczyć. Warto jednak zauważyć, że od tego mniej więcej momentu gra wyrównała się – raz piłkę w ataku pozycyjnym rozgrywał ŁKS, po chwili inicjatywę na chwilę przejmował Sokół.

Przed upływem kwadransa po raz drugi bardzo groźnie huknął, tym razem po ziemi Golański, a Kotkowski czubkami palców odbił piłkę na róg i skończyło się na strachu przyjezdnych. Niecelna była również próba uderzenia zza pola karnego w wykonaniu Maksymiliana Rozwandowicz z 35. minuty, który w niedzielę znów stworzył parę stoperów z Kamilem Juraszkiem.

Kiedy zanosiło się na to, że pierwsza połowa zakończy się bez goli, dwadzieścia pięć metrów przed bramką (w okolicach lewego narożnika) sfaulowany został Golański. Do piłki podszedł Przemysław Kocot i posłał piłkę na pole karne. Futbolówka minęła wszystkich zawodników, nie zdołał jej sięgnąć także Kotkowski, a w końcu zatrzymała się ku naszej uciesze w siatce (1:0). Po chwili mogło być nawet 2:0, ale po kolejnym rzucie wolnym egzekwowanym przez Kocota i strzale głową Kamila Juraszka piłka poszybowała tuż nad poprzeczką.

Po zmianie stron jako pierwsi zaatakowali goście, strzał z ostrego kąta Suchockiego minął jednak spojenie słupka z poprzeczką. Ełkaesiacy odpowiedzieli w 52. minucie gdy po składnej akcji i centrze Jakuba Nowaka z powietrza piłkę nogą uderzał Golański. Tym jednak razem popularny „Golo” nie był  tak precyzyjny (i a pozycja do oddania strzału była znacznie trudniejsza). Trzeba również zaznaczyć, że w tym momencie gra wyraźnie się zaostrzyła, a zawodnicy obu zespołów nie szczędzili sobie ani ostrych wejść bark w bark, ani złośliwości.

Około 60. minuty dwukrotnie obrońcom Sokoła urwał się Szymański, w pierwszej sytuacji napastnik ŁKS-u uwikłał się w drybling i stracił piłkę, w drugiej zainicjował świetną kontrę zakończoną niecelnym strzałem. W 65. minucie kolejną efektowną akcję „Rycerzy Wiosny” finalizował Golański, ale i tym razem pomocnik uderzał z powietrza, skończyło się więc kolejny raz na strachu gości.

Niewykorzystane sytuacje zemściły się na łodzianach w 66. minucie gdy po nielicznej w tym okresie spotkania akcji przyjezdnych, gola na 1:1 zdobył wprowadzany kilkadziesiąt sekund wcześniej Smyt. Szkoda, że gospodarze stracili gola akurat w momencie, gdy prezentowali się najlepiej i kiedy wydawało się, że pokuszą się o zdobycie drugiego gola. Na domiar złego kilka minut później kontuzji doznał Rozwandowicz i także on musiał opuścić boisko (zastąpił go Aleksander Ślęzak).

W ostatnim kwadransie ŁKS oczywiście starał się przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. W 78. minucie rezerwowy Damian Guzik po solowej akcji uderzył zza pola karnego, do szczęście zabrakło niestety kilkudziesięciu centymetrów. Kilka innych nieźle zapowiadających się akcji kończyło się na obrońcach lub bramkarzu Sokoła.

W ostatniej minucie w polu karnym miejscowych padł jeden z graczy Sokoła, goście domagali się rzutu karnego, sędzia nakazał jednak grać dalej. ŁKS przeprowadził błyskawiczną akcję, po której znów przed szansą stanął Guzik – rezerwowy chybił jednak i tym razem, a mecz zakończył się podziałem punktów. „Rycerze Wiosny” pozostali liderem trzeciej ligi, ale obecnie zawdzięczają pierwsze miejsce wyłączne lepszemu bilansowi bezpośrednich spotkań z Drwęcą.

 

25. kolejka III ligi
ŁKS Łódź – Sokół Ostróda 1:1 (1:0)
Bramki: 1:0 Kocot 42, 1:1 Smyt 66.
Żółte kartki: Golański, Kopka, Kocot – Danilczyk.
Sędziował: Borkowski.
Składy:
ŁKS: Kołba – Pyciak, Rozwandowicz (75 Ślęzak), Juraszek, Rozmus, Kocot, Gamrot (71 Sarafiński) – Nowak (60 Guzik), Bryła (17 Golański), Kopka, Szymański.
Sokół: Kotkowski – Korzeniowski, Pluta, Mykytyn, Buczkowski, Danilczyk, Szczepański (66 Nowiński), Słowicki, Jankowski (46 Pączko), Suchocki (66 Smyt), Hirsz (80 Dmowski).

Relacjonował:
Remek Piotrowski

©ŁKSFANS.PL