Zapomniani (odc. 4): Władysław Karasiak

20706540_1516217505104230_1553921388_n

W piątek 11 sierpnia, akurat w dniu meczu ŁKS-u z MKS-em Kluczbork, mija 41 lat od śmierci jednego z najlepszych przedwojennych polskich obrońców, reprezentanta Polski, legendy Łódzkiego Klubu Sportowego. Władysław Karasiak to bohater wielu meczów, symbol pracowitości, waleczności, a i skromności także. Chciałoby się rzecz: dzisiaj już takich niewielu.

- Na boisku od małego -
Mały chłopiec spoglądał z podziwem na białe koszulki piłkarzy, z których dumnie „świecił” ełkaesiacki emblemat. Na boisku przy ulicy Dzielnej, gdzie w 1909 roku często spotykali się członkowie ŁKS-u, wyrostek pojawiał się w każdej wolnej chwili, nie mogło go więc zabraknąć i na prestiżowym meczu z warszawską Koroną.  Obserwował zmagania dorosłych futbolistów, a to innym znów razem sam uganiał się za piłką, co swoją drogą nie podobało się jego wiecznie stroskanej matce, uważającej zapewne taką zabawę za niezbyt poważny sposób na spędzanie wolnego czasu.

Swoją drogą tego wolnego czasu nigdy chłopiec nie miał za dużo, miał natomiast to szczęście, że mieszkał w domu przy ulicy Składowej, a więc przysłowiowy rzut kamieniem od wspomnianego boiska. Wystarczyło przeskoczyć niskie ogrodzenie odgradzające plac od ulicy i po chwili mały „Władeczek” stał już w swojej „świątyni”.

– Będziesz ty wkrótce internacjonałem – mawiali z przekąsem starsi panowie przyglądający się ganiającemu za piłką malcowi. Czy mogli przypuszczać, że niepozorny chłopaszek zostanie za kilkanaście lat jednym z najlepszych obrońców w kraju, ba, dwunastokrotnym reprezentantem Polski?

- Kto ma życie surowe… -
Władysław Karasiak urodził się 8 stycznia 1899 roku w Łodzi. Grał w wielu, zapomnianych już zresztą łódzkich klubach, ale to Łódzki Klub Sportowy znalazł szczególne miejsce w jego sercu i to właśnie jako ełkaesiak święcił legendarny przed wojną obrońca największe sukcesy sportowe.

Życie przyszłego reprezentanta Polski nie było usłane różami. W wieku piętnastu lat, niedługo po tym jak wybuchła pierwsza wojna światowa, został zesłany na roboty do Niemiec i zmuszony do pracy w kopalni. Ta do przyjemnych z pewnością nie należała, ale nie wybiła mu z głowy futbolu. Więcej nawet, Karasiak zapisał się do klubu Germania i trenował w nim aż do 1917 roku.
„Myślę, że kto ma życie surowe, to i w sporcie nabiera wytrwałości, bez której trudno marzyć o sukcesach” – powie kiedyś bohater naszej historii.

Potem uciekł z Niemiec, wrócił do wskrzeszonego po stu dwudziestu trzech latach niewoli kraju. I oczywiście natychmiast został piłkarzem ukochanego ŁKS-u, choć jego barwy aż do początku lat 30. reprezentował z przerwami na występy w innych zespołach. Jako ełkaesiak zadebiutował 29 czerwca 1924 roku w reprezentacji Polski w słynnym wygranym 2:0 meczu z Turcją, który uświetnił oficjalne otwarcie stadionu przy al. Unii Lubelskiej 2.

Po trzyletnim pobycie w zespole Turystów powrócił do ŁKS-u w roku 1931 i pozostał tu aż do wybuchu drugiej wojny światowej, stając się obok Wawrzyńca Cyla i Antoniego Gałeckiego najlepszym obrońcą klubu dwudziestolecia międzywojennego. „Żelazny bek ŁKS” – jak go nazywano, rozegrał w karierze kilkaset spotkań, a na boisku spędził czterdzieści lat.

Powiedzieć o nim piłkarski weteran, to nic nie powiedzieć. Zdarzało się, że złośliwy kibice rywala śpiewali pod jego adresem „To ostatnia niedziela”, niejednokrotnie wieszcząc koniec przygody z piłką doświadczonego obrońcy, ten jednak pomimo upływu lat wciąż imponował wysoką formą.

- Po fajrancie na boisko -
Legenda mówi, że Karasiak nigdy nie doznał kontuzji, co zawdzięczać miał swojemu końskiemu zdrowiu. Jest to o tyle godne uwagi, że choć piłka nożna była jego największą pasją, to karierę sportowca godził z ciężką pracą fizyczną.
„A nieraz też zdarzało się, że po nocnej zmianie w wykończalni, rano wychodziłem na boisko” – wspominał po latach. Zresztą nawet w wieku 59 lat pracował jako robotnik w parowozowni dworca Łódź-Kaliska.

Na boisku mierzący niespełna 170 centymetrów wzrostu obrońca imponował nieustępliwością, siłą i szybkością. Właśnie dzięki szybkości i refleksowi Karasiak słynął z bardzo efektywnej, ale i czystej gry. Przepisy przekraczał rzadko. Żaden sędzia nigdy nie wyrzucił go z boiska, nigdy też nie zdyskwalifikowano go za niesportowe zachowanie. Ówcześni stawiali piłkarza za wzór do naśladowania dla młodych adeptów piłki nożnej.

Władysław Karasiak zasłynął jako jeden z najlepszych w historii ŁKS-u obrońców, ale potrafił także pomóc zespołowi w ofensywie. Jego zrywy, kiedy przejmował piłkę i pędził z nią pod bramkę rywala, spędzały sen z powiek wielu rywalom. Potrafił przy tym huknąć z dystansu, o czym boleśnie przekonał się Union Touring w meczu o mistrzostwo Łodzi rozegranym w połowie lat 20.
Decydującą bramkę zdobył wówczas właśnie Karasiak, wykorzystując dokładnie podanie z rzutu rożnego Jana Durki i popisując się kapitalną bombą z woleja, po której golkiper Unionu okazał się bezradny. Nic więc dziwnego, że tamtego dnia popularnego „Karasia” kibice znieśli do szatni na ramionach – nie pierwszy zresztą i nie ostatni raz.

- Chluba Łodzi… -
Prosty i skromny przy tym człowiek, wojownik o niezwykłym charakterze został jednym z ulubieńców sympatyków ŁKS-u. W latach 30. cieszył się tak w Łodzi, jak i w samym klubie ogromnym szacunkiem. Wybrano go nawet kapitanem drużyny i to on kroczył na czele zespołu podczas jubileuszowych defilad.

Wielu znało na pamięć też popularny wówczas wierszyk napisany na cześć „bożyszcza piłkarskiej Łodzi” (bo i tak go niekiedy nazywano), który pojawił się ponoć po raz pierwszy w piśmie „Karykatury” na początku lat 20. I mniejsza o walory stricte literackie „dzieła”, bo w tym przypadku ważniejsza była treść.

Chluba Łodzi, nowy „rep”
Sławny w całej Polsce bek –
Kto go nie zna, ten jest kiep,
Nie wart jeść codzienny chleb.
Z Madziarami będzie grał
Ten razowy chłop na schwał
Będzie znany wnet w Europie
Karaś… który piłkę kopie.

Pochlebne recenzje ukazujące się w prasie po kolejnych znakomitych występach obrońcy można w zasadzie wymieniać w nieskończoność. A pojawiały się one nie tylko po spotkaniach ligowych, ale także reprezentacyjnych, czy też cieszących się ogromnym przed wojną prestiżem meczach międzymiastowych. Piłkarz zawodził w nich rzadko.
– „Za to tyły ŁKS-u grały doskonale, a zwłaszcza Karasiak, który znacznie przewyższał Fliegela”.
– „Od tej chwili ataki ŁKS-u słabną i Warta często dochodzi do głosu, lecz doskonale grający Karasiak rozbija wszelkie ich ataki”.
– „Niezawodny Karasiak likwiduje w zarodku każdą akcję poznaniaków”…

Samych ligowych spotkań w barwach ŁKS-u zaliczył ponad sto dwadzieścia. Zagrał oczywiście w wielu pamiętnych meczach ełkaesiaków w tym okresie, między innymi w wygranych w 1932 roku pojedynkach z Ruchem Hajduki Wielkie (6:0) i Garbarnią Kraków (6:1), zwycięskim meczu z Pogonią Lwów (5:0 w 1933 roku), czy innym wygranym spotkaniu z mistrzowskim wówczas Ruchem (4:2 w 1935 roku).

Zapracował, jak mało kto, na status nie tylko weterana, ale ulubieńca publiczności. Na jednym z zachowanych do naszych czasów zdjęć z 1936 roku widać jak słynny prezes ŁKS-u, Józef Wolczyński, na murawie stadionu przy al. Unii 2 wręcza Karasiakowi upominki z okazji jubileuszu dwudziestolecia gry w Łódzkim Klubie Sportowym. Scenie przyglądają się koledzy z drużyny i zaproszeni goście.

- Zapomniany -
Władysław Karasiak zdołał przeżyć drugą wojnę światową. Po latach wspominał, że nawet wówczas, kiedy za grę w piłkę nożną groziły ze strony niemieckiego aparatu terroru surowe kary, górę wzięła miłość do futbolu. Uczestniczył więc w co najmniej jednym takim zakazanym meczu polskich drużyn, które szczęśliwie nie zostało przez Niemców wykryte i przerwane.
Po wojnie jeszcze przez kilka lat grał w piłkę nożną. Przed słynnym meczem ełkaesiaków z IFK Norrköping w czerwcu 1946 roku, kiedy na trybunach stadionu ŁKS-u pojawiło się ponad dwadzieścia tysięcy widzów, Władysław Karasiak został odznaczony, jak donosiła ówczesna prasa, srebrnym Krzyżem Zasługi.

Z biegiem lat wielki piłkarz zaczął popadać w zapomnienie. Dziś pamiętają o nim nieliczni kibice Łódzkiego Klubu Sportowego, starsi dziennikarze i historycy sportu. A pamiętać powinniśmy, bo Władysław Karasiak był jednym z najlepszych. I to nie tylko na boisku.
Zmarł 41 lat temu, 11 sierpnia 1976 roku w Łodzi. Ten „sławny w całej Polsce bek”…

 

Remek Piotrowski

 

Poprzednie odcinki:
Zapomniani odc. 1: Antoni Piasecki
Zapomniani odc. 2: Stefan Fliegel
Zapomnani odc. 3: Henryk Frymarkiewicz

*       *       *

Źródła:
Oko w oko z weteranem Karasiakiem [w:] 50 lat sportu. Jubileusz Łódzkiego Klubu Sportowego, Łódź 1958, s. 171-176.
Wyścig Turystów i WKS o pierwsze miejsce, „Ilustrowana Republika”, nr 122 z 4.05.1933, s. 7.
ŁKS – Warta 2:0, „Ilustrowana Republika”, nr 169 z 20.06.1932, s. 6.
Dobra gra i zasłużone zwycięstwo. Ł.K.S. – Warta 4:1 (2:0), „Ilustrowana Republika”, nr 152 z 3.06.1935, s. 6.
100 lat ŁKS, GiA, Katowice 2008.
1500 meczów piłkarzy ŁKS, Almanach 1927-1997”, Łódź 1997.
– Andrzej Gowarzewski, Mistrzostwa Polski. Ludzie 1918-1939. 100 lat prawdziwej historii, GiA, Katowice 2017.

 

Zdjęcie:
– Władysław Karasiak, Narodowe Archiwum Cyfrowe, https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/189136/, Sygnatura: 1-S-1845-1.

Inne wspomniane w tekście zdjęcie również znajduje się w Narodowym Archiwum Cyfrowym.
Sygnatura: 1-S-1846. Tytuł: Jubileusz dwudziestolecia gry w Łódzkim Klubie Sportowym piłkarza Władysława Karasiaka: https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/189021/ .

*       *       *

©ŁKSFANS.PL